Moje serce mocniej zabiło kiedy weszliśmy do sali szpitalnej.Enzo i debilka byli nieprzytomni.A taty nigdzie nie mogłam odszukać.
-Gdzie on jest ? -spanikowałam podbiegając do jakiegoś lekarza i łapiąc go za kołnierz.
-O....o...kogo....ci chodzi - wykrztusił.Powoli opanowałam nerwy puszczając go.Lou poszedł i usiadł obok swojej mamy łapiąc ją za rękę.Odeszłam od sali jakiś kawałek razem z lekarzem.
-Mój ojciec przyjechał tutaj z macochą i młodszą siostrą.-powiedziałam szybko.-Parę minut temu.-dodałam szybko.Lekarz powoli podrapał się po głowie.
-Twój tata miał operację i -
-Czyli będzie zdrowy ?-zapytałam z nadzieją.
-Niestety coś poszło nie tak i stracił za dużo krwi...przykro mi -zesztywniałam.
-Co...-wykrztusiłam.
-Przykro mi panienko.Muszę jeszcze poinformować resztę twojej rodziny.-westchnął.Zatrzymałam go.
-Kto prowadził ?- warknęłam stanowczo.
-Nie wiemm....-wyjąkał szybko uciekając od moich szponów.
Ruszyłam do sali i z hukiem rzuciłam się na Lou.Moje oczy zaświeciły na jaśniejszy kolor a uszy zmieniły formę.Do tego powoli wyrosło mi dziewięć ogonów.
-Spokojnie ! JAK KTOŚ WEJDZIE TO CO ZROBISZ ? - spanikował.
-Ja ? okłamałeś mnie ! mówiłeś że nic mu nie jest, że podobno nic mu nie jest -wrzasnęłam szarpiąc nim.
-Czy...on.
-TAK ! - krzyknęłam w końcu.Wyskoczyłam przez okno i ruszyłam po najbliższych drzewach pod świątynie.Zaczęłam bić w drzewo obłożone anty demonowymi talizmanami przez co czułam ból.Ból którego potrzebuję teraz najbardziej.
środa, 15 października 2014
środa, 3 września 2014
16. Jin
Momentalnie uśmiech zniknął z mojej twarzy.
Zatrzymałem się i spojrzałem na ziemię.
-"Dzieciak? Wkurzający? Kim on w ogóle jest?!"-pomyślałem-"Czy on ma chociaż pojęcie kim jestem?"-zgrzytnąłem zębami.
Po chwili zacząłem się śmiać jak psychopata.
-"Czy on cokolwiek wie?"-nie przestając się śmiać usiadłem na ławce.
Wszyscy w koło zaczęli się na mnie patrzyć jak na kosmitę (typowe), na co w odpowiedzi machałem niedbale ręką.
*Dzwonek*
Ruszyłem do szatni, a za mną reszta klasy.
Poszedłem do męskiej i zacząłem zmieniać buty. Nagle do mnie doczepił się jakiś chłopak.
-Dziewczynki mają szatnię obok-zaczął się popisywać przed kolegami.
-Dobrze o tym wiem-zignorowałem jego uwagę.
-No to wypierdalaj z tej szatni!-warknął chwytając mnie za włosy i ciągnąc za nie.
Wyrywając się z jego uścisku rzuciłem się na niego.
Nagle wyrosły mi długie, poziome uszy i szpony.
Na moich rękach pojawiła się krew chłopaka. Przerażony zeskoczyłem z niego.
Jacyś chłopacy pobiegli do dyrektora.
[...]
-Teraz jeszcze raz, wyjaśnij mi się co się stało!-warknął dyrektor.
Pięknie. Chodzę do tej szkoły zaledwie kilka dni, a już podpadłem całej szkole.
-N-nie mam pojęcia...-spuściłem głowę.
-Wiesz co mu zrobiłeś?! Wiesz?! Złamałeś mu rękę i rozwaliłeś głowę!-krzyczał.
[...]
Po otrzymaniu reprymendy wyszedłem z gabinetu dyrektora. Po drodze napotkałem dwie dziewczyny.
-A ten.. Jak mu... Jinzou. Podobno zabił chłopca-usłyszałem ich rozmowę.
Po chwili nie wytrzymałem i podbiegłem do nich.
-DO CHOLERY NIKOGO NIE ZABIŁEM!-krzyknąłem.
Zduszony tymi emocjami wybiegłem natychmiastowo ze szkoły.
Pobiegłem nad jakieś źródełko.
-C-co się ze mną dzieje?-złapałem się za długie, poziome uszy, które jakby dosłownie przed chwilą wyrosły.
Zatrzymałem się i spojrzałem na ziemię.
-"Dzieciak? Wkurzający? Kim on w ogóle jest?!"-pomyślałem-"Czy on ma chociaż pojęcie kim jestem?"-zgrzytnąłem zębami.
Po chwili zacząłem się śmiać jak psychopata.
-"Czy on cokolwiek wie?"-nie przestając się śmiać usiadłem na ławce.
Wszyscy w koło zaczęli się na mnie patrzyć jak na kosmitę (typowe), na co w odpowiedzi machałem niedbale ręką.
*Dzwonek*
Ruszyłem do szatni, a za mną reszta klasy.
Poszedłem do męskiej i zacząłem zmieniać buty. Nagle do mnie doczepił się jakiś chłopak.
-Dziewczynki mają szatnię obok-zaczął się popisywać przed kolegami.
-Dobrze o tym wiem-zignorowałem jego uwagę.
-No to wypierdalaj z tej szatni!-warknął chwytając mnie za włosy i ciągnąc za nie.
Wyrywając się z jego uścisku rzuciłem się na niego.
Nagle wyrosły mi długie, poziome uszy i szpony.
Na moich rękach pojawiła się krew chłopaka. Przerażony zeskoczyłem z niego.
Jacyś chłopacy pobiegli do dyrektora.
[...]
-Teraz jeszcze raz, wyjaśnij mi się co się stało!-warknął dyrektor.
Pięknie. Chodzę do tej szkoły zaledwie kilka dni, a już podpadłem całej szkole.
-N-nie mam pojęcia...-spuściłem głowę.
-Wiesz co mu zrobiłeś?! Wiesz?! Złamałeś mu rękę i rozwaliłeś głowę!-krzyczał.
[...]
Po otrzymaniu reprymendy wyszedłem z gabinetu dyrektora. Po drodze napotkałem dwie dziewczyny.
-A ten.. Jak mu... Jinzou. Podobno zabił chłopca-usłyszałem ich rozmowę.
Po chwili nie wytrzymałem i podbiegłem do nich.
-DO CHOLERY NIKOGO NIE ZABIŁEM!-krzyknąłem.
Zduszony tymi emocjami wybiegłem natychmiastowo ze szkoły.
Pobiegłem nad jakieś źródełko.
-C-co się ze mną dzieje?-złapałem się za długie, poziome uszy, które jakby dosłownie przed chwilą wyrosły.
poniedziałek, 1 września 2014
15. Sou
-Dzieciaku powariowałeś do reszty ?! - wrzasnął Lou.-Spadaj na zakichane lekcje.Nie twój interes o co chodzi jasne ?-warknął łapiąc mnie za rękę.Następnie pociągnął mnie za sobą.
-Nie wkurzaj się tak - prychnęłam kiedy byłam za nim ciągnięta.
-Tej dzieciak mnie wkurwia na maksa - prychnął.
-Tak czy siak o co chodzi ? - westchnęłam całkiem poważnie.
-Jak by to....no....mama miała wypadek samochodowy ? - zabrzmiało to bardziej na pytanie.
-Nie obchodzi mnie to - prychnęłam.
-No ale twój ojciec był razem z nią.Tak samo Enzo.Czyli oni też mieli wypadek - dodał zanim zdążyłam powiedzieć coś jeszcze.Momentalnie zbladłam.
-Nic mu nie jest ? jest cały ? boże jaki z niego idiota...-zaczęłam panikować przez co Lou lekko się zaśmiał.
-Właśnie dla tego jedziemy do szpitala.Żeby się dowiedzieć.Jak słyszałem przez telefon to tylko Enzo jest najbardziej poturbowana. - wzruszył ramionami.
-Tak to jest kiedy twoja głupia matka pozwala jej siedzieć z przodu - prychnęłam cicho.
-Ej a skąd pomysł że to ona ? - oburzył się.Wzruszyłam ramionami.-Czemu wy się tak bardzo nienawidzicie...-złapał się za głowę otwierając mi drzwi od strony pasażera w aucie.
-Po prostu jej nienawidzę z całego serca braciszku - uśmiechnęłam się klepiąc go po policzku a następnie siadając na swoje miejsce.
-Nie wkurzaj się tak - prychnęłam kiedy byłam za nim ciągnięta.
-Tej dzieciak mnie wkurwia na maksa - prychnął.
-Tak czy siak o co chodzi ? - westchnęłam całkiem poważnie.
-Jak by to....no....mama miała wypadek samochodowy ? - zabrzmiało to bardziej na pytanie.
-Nie obchodzi mnie to - prychnęłam.
-No ale twój ojciec był razem z nią.Tak samo Enzo.Czyli oni też mieli wypadek - dodał zanim zdążyłam powiedzieć coś jeszcze.Momentalnie zbladłam.
-Nic mu nie jest ? jest cały ? boże jaki z niego idiota...-zaczęłam panikować przez co Lou lekko się zaśmiał.
-Właśnie dla tego jedziemy do szpitala.Żeby się dowiedzieć.Jak słyszałem przez telefon to tylko Enzo jest najbardziej poturbowana. - wzruszył ramionami.
-Tak to jest kiedy twoja głupia matka pozwala jej siedzieć z przodu - prychnęłam cicho.
-Ej a skąd pomysł że to ona ? - oburzył się.Wzruszyłam ramionami.-Czemu wy się tak bardzo nienawidzicie...-złapał się za głowę otwierając mi drzwi od strony pasażera w aucie.
-Po prostu jej nienawidzę z całego serca braciszku - uśmiechnęłam się klepiąc go po policzku a następnie siadając na swoje miejsce.
czwartek, 7 sierpnia 2014
14. Jin
Zacząłem się przyglądać całej tej sytuacji. Po chwili wstałem i podszedłem do Sou.
-Co się stało?-uśmiechnąłem się.
-Nie mam pojęcia. W ogóle to nie twoja sprawa-mruknęła oddalając się z mężczyzną.
-Sou~chaan-poszedłem za nimi.
-Możesz za mną nie chodzić?!-burknęła.
-Sou~chaan. Mogę Cię odprowadzić?-uśmiechnąlem się szeroko.
-Co się stało?-uśmiechnąłem się.
-Nie mam pojęcia. W ogóle to nie twoja sprawa-mruknęła oddalając się z mężczyzną.
-Sou~chaan-poszedłem za nimi.
-Możesz za mną nie chodzić?!-burknęła.
-Sou~chaan. Mogę Cię odprowadzić?-uśmiechnąlem się szeroko.
środa, 6 sierpnia 2014
13.Sou
-Tak i nie dotykaj mnie - burknęłam.
-Czemu ty się nie uśmiechasz ? - zaśmiał się.Po chwili zastanowień w końcu przemówiłam.
-Mam skomplikowane życie.Po co mam o nim mówić tobie ? Ledwo cię znam.Jesteś tylko kolejnym nędznym człowiekiem.-westchnęłam.
*Gwizdek*
-DZIEWCZYNY GRAMY W SIATKÓWKĘ ! CHŁOPACY ZAGRACIE POTEM ! SIADAĆ NA TRYBU-trenerka zatrzymała się patrząc na trybuny.-CO TY TAM ROBISZ ? KIM JESTEŚ ? - wrzasnęła na Lou.Wzruszył ramionami a następnie rozpłynął się w powietrzu przez co ona momentalnie pobladła.Zacisnęłam mocniej szczękę kiedy pojawił się za nią.Podbiegając do niego z wielką szybkością złapałam go za rękę a następnie z całej siły zaczęłam ciągnąć go daleko stąd.-GDZIE TY IDZIESZ SOU ! - usłyszałam za sobą.-I KTO DO DO CHOLERY JEST ! - wrzasnęła ponownie.Wszyscy patrzyli na mnie i Lou.Stanęłam przed nim prosto.
-Co się stało ? co jej ?? trenerka szaleje ?...-prawie każdy zadawał pytania.Tak na szczęście chyba tylko ona to widziała bo inni byli zajęci.
-Widziałaś to tak ? więc szykuj się na koszmarną noc - uśmiechnął się ponuro Lou.Cofnęła się o krok.
-SOU ! - wrzasnęła ponownie.Odwróciłam się do niej plecami.
-Przepraszam,ale przez parę kolejnych dni nie będzie mnie w szkole - wybełkotałam kiedy Lou złapał mnie mocniej za rękę.....na pewno to coś ważnego....nie lubi przychodzić do szkoły na nic...
-Czemu ty się nie uśmiechasz ? - zaśmiał się.Po chwili zastanowień w końcu przemówiłam.
-Mam skomplikowane życie.Po co mam o nim mówić tobie ? Ledwo cię znam.Jesteś tylko kolejnym nędznym człowiekiem.-westchnęłam.
*Gwizdek*
-DZIEWCZYNY GRAMY W SIATKÓWKĘ ! CHŁOPACY ZAGRACIE POTEM ! SIADAĆ NA TRYBU-trenerka zatrzymała się patrząc na trybuny.-CO TY TAM ROBISZ ? KIM JESTEŚ ? - wrzasnęła na Lou.Wzruszył ramionami a następnie rozpłynął się w powietrzu przez co ona momentalnie pobladła.Zacisnęłam mocniej szczękę kiedy pojawił się za nią.Podbiegając do niego z wielką szybkością złapałam go za rękę a następnie z całej siły zaczęłam ciągnąć go daleko stąd.-GDZIE TY IDZIESZ SOU ! - usłyszałam za sobą.-I KTO DO DO CHOLERY JEST ! - wrzasnęła ponownie.Wszyscy patrzyli na mnie i Lou.Stanęłam przed nim prosto.
-Co się stało ? co jej ?? trenerka szaleje ?...-prawie każdy zadawał pytania.Tak na szczęście chyba tylko ona to widziała bo inni byli zajęci.
-Widziałaś to tak ? więc szykuj się na koszmarną noc - uśmiechnął się ponuro Lou.Cofnęła się o krok.
-SOU ! - wrzasnęła ponownie.Odwróciłam się do niej plecami.
-Przepraszam,ale przez parę kolejnych dni nie będzie mnie w szkole - wybełkotałam kiedy Lou złapał mnie mocniej za rękę.....na pewno to coś ważnego....nie lubi przychodzić do szkoły na nic...
12. Jin
Spojrzałem przez chwilę na Sou, która pomału oddalała się.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do niej.
-Wiesz... Ja po prostu... obiecałem-spuściłem głowę.
-Obiecałeś?-spojrzała na mnie.
-Kiedy się urodziłem w naszym ogrodzie zakwitły kwiaty zwane 'Jin'. Tylko, że nikt ich tam nawet nie zasadził, zakwitły naturalnie. Gdy mój dziadek to spostrzegł, doznał olśnienia... Nadał mi to imię w nadziei, że wyrosnę na osobę, której uśmiech zawsze będzie gościł na twarzy. Zawsze mi powtarzał, żebym się uśmiechał, mimo bólu i wszelkich trudności, nawet gdybym musiał się do tego zmuszać, ponieważ dzięki temu powinienem dać sobie ze wszystkim radę. Dlatego na jego pogrzebie cały czas starałem się uśmiechać. Przez to wszyscy moi krewni byli na mnie źli, mówili, że jestem bezmyślny. Może i byłem wtedy taki...-z trudem utrzymałem uśmiech na twarzy-Nee, Sou?
-Hm?-spojrzała na mnie.
-Na prawdę jestem zboczony?-zaśmiałem się szturchając jej ramię.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do niej.
-Wiesz... Ja po prostu... obiecałem-spuściłem głowę.
-Obiecałeś?-spojrzała na mnie.
-Kiedy się urodziłem w naszym ogrodzie zakwitły kwiaty zwane 'Jin'. Tylko, że nikt ich tam nawet nie zasadził, zakwitły naturalnie. Gdy mój dziadek to spostrzegł, doznał olśnienia... Nadał mi to imię w nadziei, że wyrosnę na osobę, której uśmiech zawsze będzie gościł na twarzy. Zawsze mi powtarzał, żebym się uśmiechał, mimo bólu i wszelkich trudności, nawet gdybym musiał się do tego zmuszać, ponieważ dzięki temu powinienem dać sobie ze wszystkim radę. Dlatego na jego pogrzebie cały czas starałem się uśmiechać. Przez to wszyscy moi krewni byli na mnie źli, mówili, że jestem bezmyślny. Może i byłem wtedy taki...-z trudem utrzymałem uśmiech na twarzy-Nee, Sou?
-Hm?-spojrzała na mnie.
-Na prawdę jestem zboczony?-zaśmiałem się szturchając jej ramię.
11.Sou
Bez słowa ruszyłam wzdłuż korytarza kiedy zaczął nawijać jak najęty.
-CZEKAJ ! - wrzasnął za mną.Zatrzymałam się odwracając do niego.
-Pływanie....- powiedziałam wolno a następnie ponownie odwracając się ruszyłam korytarzem.
*Dzwonek*
Teraz WF.Jak ja go kocham.Szybko przebrałam się w strój to biegania a następnie ruszyliśmy w stronę wielkiego boiska gdzie mieliśmy dzisiaj biegać.Kocham WF,ale bez przesady...nienawidzę biegać kółek.No nic wracając dzisiaj chłopacy nie mieli swojego trenera więc nasza trenerka kazała nam biegać z nimi.Jak nazłość ten chłopak....jak...on....miał....hm....a tak Jin.Więc Jin przyczepił się do mnie i biegł za mną.Na trybunach gdzie zazwyczaj siedzieli ludzie na jakichś pokazach czy wydarzeniach sportowych.Tak czy siak na trybunach siedział mój jakże uroczy braciszek.Nienawidzę kiedy mnie kontroluje.Ojciec chociaż nie wychodzi z domu żeby mnie śledzić.A ten....tsaaa....Popatrzyłam ponownie na Jin'a który coś tam gadał.
-Fajnie że będziemy razem na kółku.Masz jakiś fajny strój ? czy ten szkolny ? pewnie będziemy musieli chodzić w tych szkolnych;....-nawijał cały czas.
-Czemu od klubu przechodzisz do strojów ? jesteś strasznie zboczony - warknęłam.
-Nie...ja...nie tego...-wybełkotał.
-Jesteś strasznie dziwny.Nie lubię osób które fałszywie się uśmiechają....jeśli masz się uśmiechać to już miej do tego jeden powód - wybełkotałam a następnie ruszyłam szybciej na przód.
-CZEKAJ ! - wrzasnął za mną.Zatrzymałam się odwracając do niego.
-Pływanie....- powiedziałam wolno a następnie ponownie odwracając się ruszyłam korytarzem.
*Dzwonek*
Teraz WF.Jak ja go kocham.Szybko przebrałam się w strój to biegania a następnie ruszyliśmy w stronę wielkiego boiska gdzie mieliśmy dzisiaj biegać.Kocham WF,ale bez przesady...nienawidzę biegać kółek.No nic wracając dzisiaj chłopacy nie mieli swojego trenera więc nasza trenerka kazała nam biegać z nimi.Jak nazłość ten chłopak....jak...on....miał....hm....a tak Jin.Więc Jin przyczepił się do mnie i biegł za mną.Na trybunach gdzie zazwyczaj siedzieli ludzie na jakichś pokazach czy wydarzeniach sportowych.Tak czy siak na trybunach siedział mój jakże uroczy braciszek.Nienawidzę kiedy mnie kontroluje.Ojciec chociaż nie wychodzi z domu żeby mnie śledzić.A ten....tsaaa....Popatrzyłam ponownie na Jin'a który coś tam gadał.
-Fajnie że będziemy razem na kółku.Masz jakiś fajny strój ? czy ten szkolny ? pewnie będziemy musieli chodzić w tych szkolnych;....-nawijał cały czas.
-Czemu od klubu przechodzisz do strojów ? jesteś strasznie zboczony - warknęłam.
-Nie...ja...nie tego...-wybełkotał.
-Jesteś strasznie dziwny.Nie lubię osób które fałszywie się uśmiechają....jeśli masz się uśmiechać to już miej do tego jeden powód - wybełkotałam a następnie ruszyłam szybciej na przód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)