środa, 15 października 2014

17.Sou

Moje serce mocniej zabiło kiedy weszliśmy do sali szpitalnej.Enzo i debilka byli nieprzytomni.A taty nigdzie nie mogłam odszukać.
-Gdzie on  jest ?  -spanikowałam podbiegając do jakiegoś lekarza i łapiąc go za kołnierz.
-O....o...kogo....ci chodzi - wykrztusił.Powoli opanowałam nerwy puszczając go.Lou poszedł i usiadł obok swojej mamy łapiąc ją za rękę.Odeszłam od sali jakiś kawałek razem z lekarzem.
-Mój ojciec przyjechał tutaj z macochą i młodszą siostrą.-powiedziałam szybko.-Parę minut temu.-dodałam szybko.Lekarz powoli podrapał się po głowie.
-Twój tata miał operację i -
-Czyli będzie zdrowy ?-zapytałam z nadzieją.
-Niestety coś poszło nie tak i stracił za dużo krwi...przykro mi -zesztywniałam.
-Co...-wykrztusiłam.
-Przykro mi panienko.Muszę jeszcze poinformować resztę twojej rodziny.-westchnął.Zatrzymałam go.
-Kto prowadził ?- warknęłam stanowczo.
-Nie wiemm....-wyjąkał szybko uciekając od moich szponów.
Ruszyłam do sali i  z hukiem rzuciłam się na Lou.Moje oczy zaświeciły na jaśniejszy kolor a uszy zmieniły formę.Do tego powoli wyrosło mi dziewięć ogonów.
-Spokojnie ! JAK KTOŚ WEJDZIE TO CO ZROBISZ ? - spanikował.
-Ja ? okłamałeś mnie ! mówiłeś że nic mu nie jest, że podobno nic mu nie jest -wrzasnęłam szarpiąc nim.
-Czy...on.
-TAK ! - krzyknęłam w końcu.Wyskoczyłam przez okno i ruszyłam po najbliższych drzewach pod świątynie.Zaczęłam bić w drzewo obłożone anty demonowymi talizmanami przez co czułam ból.Ból którego potrzebuję teraz najbardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz