środa, 6 sierpnia 2014

12. Jin

Spojrzałem przez chwilę na Sou, która pomału oddalała się.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do niej.
-Wiesz... Ja po prostu... obiecałem-spuściłem głowę.
-Obiecałeś?-spojrzała na mnie.
-Kiedy się urodziłem w naszym ogrodzie zakwitły kwiaty zwane 'Jin'. Tylko, że nikt ich tam nawet nie zasadził, zakwitły naturalnie. Gdy mój dziadek to spostrzegł, doznał olśnienia... Nadał mi to imię w nadziei, że wyrosnę na osobę, której uśmiech zawsze będzie gościł na twarzy. Zawsze mi powtarzał, żebym się uśmiechał, mimo bólu i wszelkich trudności, nawet gdybym musiał się do tego zmuszać, ponieważ dzięki temu powinienem dać sobie ze wszystkim radę. Dlatego na jego pogrzebie cały czas starałem się uśmiechać. Przez to wszyscy moi krewni byli na mnie źli, mówili, że jestem bezmyślny. Może i byłem wtedy taki...-z trudem utrzymałem uśmiech na twarzy-Nee, Sou?
-Hm?-spojrzała na mnie.
-Na prawdę jestem zboczony?-zaśmiałem się szturchając jej ramię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz