Zacząłem się przyglądać całej tej sytuacji. Po chwili wstałem i podszedłem do Sou.
-Co się stało?-uśmiechnąłem się.
-Nie mam pojęcia. W ogóle to nie twoja sprawa-mruknęła oddalając się z mężczyzną.
-Sou~chaan-poszedłem za nimi.
-Możesz za mną nie chodzić?!-burknęła.
-Sou~chaan. Mogę Cię odprowadzić?-uśmiechnąlem się szeroko.
czwartek, 7 sierpnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
13.Sou
-Tak i nie dotykaj mnie - burknęłam.
-Czemu ty się nie uśmiechasz ? - zaśmiał się.Po chwili zastanowień w końcu przemówiłam.
-Mam skomplikowane życie.Po co mam o nim mówić tobie ? Ledwo cię znam.Jesteś tylko kolejnym nędznym człowiekiem.-westchnęłam.
*Gwizdek*
-DZIEWCZYNY GRAMY W SIATKÓWKĘ ! CHŁOPACY ZAGRACIE POTEM ! SIADAĆ NA TRYBU-trenerka zatrzymała się patrząc na trybuny.-CO TY TAM ROBISZ ? KIM JESTEŚ ? - wrzasnęła na Lou.Wzruszył ramionami a następnie rozpłynął się w powietrzu przez co ona momentalnie pobladła.Zacisnęłam mocniej szczękę kiedy pojawił się za nią.Podbiegając do niego z wielką szybkością złapałam go za rękę a następnie z całej siły zaczęłam ciągnąć go daleko stąd.-GDZIE TY IDZIESZ SOU ! - usłyszałam za sobą.-I KTO DO DO CHOLERY JEST ! - wrzasnęła ponownie.Wszyscy patrzyli na mnie i Lou.Stanęłam przed nim prosto.
-Co się stało ? co jej ?? trenerka szaleje ?...-prawie każdy zadawał pytania.Tak na szczęście chyba tylko ona to widziała bo inni byli zajęci.
-Widziałaś to tak ? więc szykuj się na koszmarną noc - uśmiechnął się ponuro Lou.Cofnęła się o krok.
-SOU ! - wrzasnęła ponownie.Odwróciłam się do niej plecami.
-Przepraszam,ale przez parę kolejnych dni nie będzie mnie w szkole - wybełkotałam kiedy Lou złapał mnie mocniej za rękę.....na pewno to coś ważnego....nie lubi przychodzić do szkoły na nic...
-Czemu ty się nie uśmiechasz ? - zaśmiał się.Po chwili zastanowień w końcu przemówiłam.
-Mam skomplikowane życie.Po co mam o nim mówić tobie ? Ledwo cię znam.Jesteś tylko kolejnym nędznym człowiekiem.-westchnęłam.
*Gwizdek*
-DZIEWCZYNY GRAMY W SIATKÓWKĘ ! CHŁOPACY ZAGRACIE POTEM ! SIADAĆ NA TRYBU-trenerka zatrzymała się patrząc na trybuny.-CO TY TAM ROBISZ ? KIM JESTEŚ ? - wrzasnęła na Lou.Wzruszył ramionami a następnie rozpłynął się w powietrzu przez co ona momentalnie pobladła.Zacisnęłam mocniej szczękę kiedy pojawił się za nią.Podbiegając do niego z wielką szybkością złapałam go za rękę a następnie z całej siły zaczęłam ciągnąć go daleko stąd.-GDZIE TY IDZIESZ SOU ! - usłyszałam za sobą.-I KTO DO DO CHOLERY JEST ! - wrzasnęła ponownie.Wszyscy patrzyli na mnie i Lou.Stanęłam przed nim prosto.
-Co się stało ? co jej ?? trenerka szaleje ?...-prawie każdy zadawał pytania.Tak na szczęście chyba tylko ona to widziała bo inni byli zajęci.
-Widziałaś to tak ? więc szykuj się na koszmarną noc - uśmiechnął się ponuro Lou.Cofnęła się o krok.
-SOU ! - wrzasnęła ponownie.Odwróciłam się do niej plecami.
-Przepraszam,ale przez parę kolejnych dni nie będzie mnie w szkole - wybełkotałam kiedy Lou złapał mnie mocniej za rękę.....na pewno to coś ważnego....nie lubi przychodzić do szkoły na nic...
12. Jin
Spojrzałem przez chwilę na Sou, która pomału oddalała się.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do niej.
-Wiesz... Ja po prostu... obiecałem-spuściłem głowę.
-Obiecałeś?-spojrzała na mnie.
-Kiedy się urodziłem w naszym ogrodzie zakwitły kwiaty zwane 'Jin'. Tylko, że nikt ich tam nawet nie zasadził, zakwitły naturalnie. Gdy mój dziadek to spostrzegł, doznał olśnienia... Nadał mi to imię w nadziei, że wyrosnę na osobę, której uśmiech zawsze będzie gościł na twarzy. Zawsze mi powtarzał, żebym się uśmiechał, mimo bólu i wszelkich trudności, nawet gdybym musiał się do tego zmuszać, ponieważ dzięki temu powinienem dać sobie ze wszystkim radę. Dlatego na jego pogrzebie cały czas starałem się uśmiechać. Przez to wszyscy moi krewni byli na mnie źli, mówili, że jestem bezmyślny. Może i byłem wtedy taki...-z trudem utrzymałem uśmiech na twarzy-Nee, Sou?
-Hm?-spojrzała na mnie.
-Na prawdę jestem zboczony?-zaśmiałem się szturchając jej ramię.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do niej.
-Wiesz... Ja po prostu... obiecałem-spuściłem głowę.
-Obiecałeś?-spojrzała na mnie.
-Kiedy się urodziłem w naszym ogrodzie zakwitły kwiaty zwane 'Jin'. Tylko, że nikt ich tam nawet nie zasadził, zakwitły naturalnie. Gdy mój dziadek to spostrzegł, doznał olśnienia... Nadał mi to imię w nadziei, że wyrosnę na osobę, której uśmiech zawsze będzie gościł na twarzy. Zawsze mi powtarzał, żebym się uśmiechał, mimo bólu i wszelkich trudności, nawet gdybym musiał się do tego zmuszać, ponieważ dzięki temu powinienem dać sobie ze wszystkim radę. Dlatego na jego pogrzebie cały czas starałem się uśmiechać. Przez to wszyscy moi krewni byli na mnie źli, mówili, że jestem bezmyślny. Może i byłem wtedy taki...-z trudem utrzymałem uśmiech na twarzy-Nee, Sou?
-Hm?-spojrzała na mnie.
-Na prawdę jestem zboczony?-zaśmiałem się szturchając jej ramię.
11.Sou
Bez słowa ruszyłam wzdłuż korytarza kiedy zaczął nawijać jak najęty.
-CZEKAJ ! - wrzasnął za mną.Zatrzymałam się odwracając do niego.
-Pływanie....- powiedziałam wolno a następnie ponownie odwracając się ruszyłam korytarzem.
*Dzwonek*
Teraz WF.Jak ja go kocham.Szybko przebrałam się w strój to biegania a następnie ruszyliśmy w stronę wielkiego boiska gdzie mieliśmy dzisiaj biegać.Kocham WF,ale bez przesady...nienawidzę biegać kółek.No nic wracając dzisiaj chłopacy nie mieli swojego trenera więc nasza trenerka kazała nam biegać z nimi.Jak nazłość ten chłopak....jak...on....miał....hm....a tak Jin.Więc Jin przyczepił się do mnie i biegł za mną.Na trybunach gdzie zazwyczaj siedzieli ludzie na jakichś pokazach czy wydarzeniach sportowych.Tak czy siak na trybunach siedział mój jakże uroczy braciszek.Nienawidzę kiedy mnie kontroluje.Ojciec chociaż nie wychodzi z domu żeby mnie śledzić.A ten....tsaaa....Popatrzyłam ponownie na Jin'a który coś tam gadał.
-Fajnie że będziemy razem na kółku.Masz jakiś fajny strój ? czy ten szkolny ? pewnie będziemy musieli chodzić w tych szkolnych;....-nawijał cały czas.
-Czemu od klubu przechodzisz do strojów ? jesteś strasznie zboczony - warknęłam.
-Nie...ja...nie tego...-wybełkotał.
-Jesteś strasznie dziwny.Nie lubię osób które fałszywie się uśmiechają....jeśli masz się uśmiechać to już miej do tego jeden powód - wybełkotałam a następnie ruszyłam szybciej na przód.
-CZEKAJ ! - wrzasnął za mną.Zatrzymałam się odwracając do niego.
-Pływanie....- powiedziałam wolno a następnie ponownie odwracając się ruszyłam korytarzem.
*Dzwonek*
Teraz WF.Jak ja go kocham.Szybko przebrałam się w strój to biegania a następnie ruszyliśmy w stronę wielkiego boiska gdzie mieliśmy dzisiaj biegać.Kocham WF,ale bez przesady...nienawidzę biegać kółek.No nic wracając dzisiaj chłopacy nie mieli swojego trenera więc nasza trenerka kazała nam biegać z nimi.Jak nazłość ten chłopak....jak...on....miał....hm....a tak Jin.Więc Jin przyczepił się do mnie i biegł za mną.Na trybunach gdzie zazwyczaj siedzieli ludzie na jakichś pokazach czy wydarzeniach sportowych.Tak czy siak na trybunach siedział mój jakże uroczy braciszek.Nienawidzę kiedy mnie kontroluje.Ojciec chociaż nie wychodzi z domu żeby mnie śledzić.A ten....tsaaa....Popatrzyłam ponownie na Jin'a który coś tam gadał.
-Fajnie że będziemy razem na kółku.Masz jakiś fajny strój ? czy ten szkolny ? pewnie będziemy musieli chodzić w tych szkolnych;....-nawijał cały czas.
-Czemu od klubu przechodzisz do strojów ? jesteś strasznie zboczony - warknęłam.
-Nie...ja...nie tego...-wybełkotał.
-Jesteś strasznie dziwny.Nie lubię osób które fałszywie się uśmiechają....jeśli masz się uśmiechać to już miej do tego jeden powód - wybełkotałam a następnie ruszyłam szybciej na przód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)